Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

1 czerwca 2016

Pierwsza Komunia Święta 2016 - część 2


Druga część kartek wykonanych z okazji Pierwszej Komunii Świętej w tym roku. Zapraszam!
link do części pierwszej KLIK!

____________________________________________________________________

KARTKA PIONOWA, Z TEKTURKAMI





____________________________________________________________________

KARTKA KOPERTÓWKA






____________________________________________________________________

KARTKA Z ORNAMENTOWYM KIELICHEM





25 sierpnia 2014

Słodka chwila


Razowe naleśniki z białym serem, jabłkami i cynamonem...pychota. Nigdy nie przepadałam za naleśnikami na słodko, ale od momentu kiedy w górach skosztowałam pieczonego z miodem jabłka i coś podobnego zrobiłam w domu - rewelacja. Trochę kojarzyą mi się z nadchodzącą jesienią... Co najważniejsze - to danie jest zdrowe, a dzięki użyciu kilku odchudzonych zamienników możemy ograniczyć ilość kalorii w porcji :)


Naleśniki z pieczonym jabłkiem

Ciasto:

  • 1 średnie jajko
  • około 1/3 szklanki mąki pszennej razowej pełnoziarnistej (można użyć też zwykłej)
  • około 2 łyżki gazowanej wody
  • około 1/3 szklanki mleka 1,5% (lub mleka sojowego)
  • 1 średnie jabłko
  • kilka rodzynek
  • łyżeczka miodu
  • łyżeczka oliwy
  • 4 łyżki chudego twarogu
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego
  • cynamon
  • sok z cytryny

W misce robimy ciasto naleśnikowe - mieszamy jajko, mąkę, wodę i mleko. Ja dodaję również cynamon, ale nie trzeba tego robić. Odstawiamy na około 1h. Po czym na posmarowanej oliwą patelni smażymy naleśniki.
Ser biały (twaróg) mieszamy z jogurtem. Można go ewentualnie delikatnie dosłodzić - stewią, miodem czy zwykłym cukrem.
Jabłka kroimy w dość dużą kostkę, skrapiamy sokiem z cytryny i posypujemy cynamonem. Dodajemy też kilka rodzynek (można je wcześniej namoczyć w ciepłej wodzie, żeby były pulchne i mięciutkie). Wrzucamy to na rozgrzaną patelnię, dodajemy miód i smażymy dosłownie kilka minut ciągle mieszając. Można pod koniec podlać odrobiną wody - wtedy wytworzy nam się gęsty sos zlepiający całość.
Placki naleśnikowe smarujemy twarogiem, zawijamy. Na górę przekładamy podpieczone jabłka. 
Najlepiej podawać na ciepło - są wtedy najsmaczniejsze!

*przepis przewiduje porcję dla 1 osoby




18 października 2013

Jesień wokół!



Nigdy nie lubiłam jesieni. Bo kojarzyła mi się głównie z deszczem, zimnym wiatrem, gołymi drzewami, szarością i brudem. Jednak po wczorajszej wizycie w Arboretum SGGW w Rogowie zmieniłam zdanie...

Kilka słów o samym arboretum - co to w ogóle jest? Najprościej rzecz ujmując to taki ogród botaniczny, tyle, że główną kolekcję stanowią drzewa. Arboretum jest położone w niewielkiej wsi w okolicy Łodzi. Powstało w 1923 roku, a znane jest głównie z tego, że znajduje się tam jedna z największych kolekcji gatunków z rodzaju Acer L., czyli klonów. Jest ich mnóstwo! Oprócz tego arboretum może się poszczycić kolekcją rodzaju Stewartia L. (stewarcja) i rodziny Araliaceae. Zainteresowani niech doczytają sobie o szczegółach na stronie arboretum.

Ale skąd moja nagła fascynacja jesienią? Otóż będąc w arboretum zakochałam się w kolorach! Odcienie żółtego, pomarańczowego, czerwienie i brązy! Coś pięknego! Zresztą, zaraz zobaczycie zdjęcia :) Ponoć w poprzednich latach kolory były bardziej intensywne i wrażenia jeszcze lepsze, ale jeśli teraz jest tam pięknie, to nie potrafię sobie wyobrazić tego "jeszcze piękniej" :) Jedyne, na co mogłam narzekać, to pogoda - zimno, mokro i ciemno, dlatego zdjęcia nie wyszły idealne, ale starałam się jak mogłam! Zapraszam więc do oglądania :)
Grzybki :)

Oczar wirginijski, amerykański gatunek kwitnący późną jesienią lub zimą. W arboretum trafił się nam właśnie kwitnący okaz. 

Prawda, że czerwone owoce na tle przebarwiających się liści wyglądają pięknie?

A to ciekawostka - roślina, która zwie się kolcosił Henry'ego, pochodzi z południowych Chin i ma działanie podobne do żeńszenia :) Na zdjęciu kwiaty....

...a tutaj owoce. Działanie lecznicze mają jednak korzenie.

Kolejna ciekawa roślina - pięknotka rozwidlona. Niezwykła, bo kolor owoców ma niezwykły, jakby ktoś pomalował je farbką, bo kto kiedy widział w naturze taki odcień fioletu?

A ten okaz znany ze świątecznych filmów produkcji głównie amerykańskiej. Oczywiście ostrokrzew.

W Arboretum znajduje się zakątek, w którym odtworzono warunki panujące na torfowisku wysokim. Rosną tam gatunki typowe dla torfowisk - między innymi znane wszystkim rosiczki. Jednak o tej porze roku już ich nie zaobserwujemy. A na zdjęciu bagno zwyczajne - roślina chroniona i posiadająca lecznicze właściwości.

A tutaj żurawina - również z torfowiska.

Bardzo żałuję, bo nazwy tego egzotycznego drzewa nie zapamiętałam. Ale mogę Wam powiedzieć, że na tle żółtych liści te niebiesko-fioletowe strąki wyglądały świetnie. I co najważniejsze, galaretkę otaczającą nasiona można jeść - słodkości!

Na terenie Arboretum znajduje się również malownicze miejsce ze zbiornikiem wodnym :)

Przechodzimy już do klonów, tutaj jeden z pięknie wybarwionych okazów...

...i następny, klon palmowy, jeszcze z wiszącymi owocami "noskami".

Ubarwienie liści zapierało dech w piersiach!

Na zdjęciu tego nie widać, ale liście mają tylko 5 cm wielkości! A jaki kolor! Acer pauciflorum 

Stojąc pomiędzy tymi drzewami czułam się jak w tropikach, a wszystko przez egzotycznie wyglądającą korę - klon strzępiastokory.

I najpiękniejsze - alejki obsadzone klonami...

...cudowne miejsce na jesienne sesje zdjęciowe!


Podobało się? Tak?
 No to w przyszłym roku trzeba się wybrać do Rogowa! :-)

2 października 2013

Dynia w roli głównej: Pikantna zupa dyniowa

Dawno nie było wpisu kulinarnego. Wczoraj dostałam od babci dorodną dynię, z którą coś trzeba zrobić. Pierwszy wybór padł na zupę. Jadłam kiedyś taką doprawioną na ostro i bardzo mi smakowała, więc postanowiłam odtworzyć przepis. Przepis należy do tych z kategorii "obiad w pół godziny", więc polecam go przede wszystkim osobom nie mającym zbyt wiele czasu na przygotowanie obiadu.



Pikantna zupa dyniowa:

  • 1 kg wydrążonej i obranej dyni
  • 0,5 szklanki mleka
  • około 1l bulionu
  • 1 cebula
  • 3 ząbku czosnku
  • pół małej ostrej papryczki (np. chilli) lub pół łyżeczki papryki chilli w proszku
  • oliwa
  • do smaku: sól, pieprz, sok z cytryny
Do dużego garnka z grubym dnem wlać dwie łyżki oliwy i wrzucić pokrojone w kostkę dynię i cebulę, posiekany czosnek oraz drobno pokrojoną paprykę. Podsmażać przez kilkanaście minut, aż dynia zacznie się rozpadać. Wlać mleko i 0,5 l bulionu. Wszystko gotować przez około 5-10 minut. Następnie ściągnąć z gazu i zmiksować blenderem na krem. Jeśli zupa na tym etapie okaże się zbyt gęsta należy dodać pozostały bulion.
Doprawić według własnych upodobań solą, pieprzem, sokiem z cytryny. Można dodać również kilka kropel sosu tabasco (zupa zyska wtedy na smaku). Gotowe!




13 listopada 2012

Jabłkowa poezja



Dzisiaj przepis na najlepsze ciasteczka z jabłkami. Ciasto - ani drożdżowe, ani kruche - świetnie komponuje się z mięciutkimi jabłkami i nutą cynamonu. Co więcej - przepis przewiduje tylko 1 łyżkę cukru, co sprawia, że ciasteczka nie są przesłodzone, a cały aromat i smak pochodzi z jabłek. Historia tego przepisu sięga jeszcze moich czasów licealnych. Zapraszam!


Ciastka z jabłkami (Basiowe):
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 20 dag masła
  • 1 jajko całe
  • 1 żółtko
  • 1 łyżka cukru
  • 1 dag drożdży
  • cynamon
  • 3 czubate łyżki śmietany 22%
  • cukier waniliowy (1 paczka - ok. 20 g)
  • szczypta soli
  • 4 duże jabłka (dobrze nadaje się szara reneta)

Drożdże ucieramy z łyżką cukru (tak - ucieramy, aż do uzyskania płynnej konsystencji). Masło i mąkę siekamy nożem, następnie dodajemy jajka, śmietanę, utarte drożdże, cukier waniliowy i szczyptę soli. Wszystko jeszcze przez chwilę siekamy nożem, po czym wyrabiamy ręką. Uwaga! Ciasto będzie się wam wydawało bardzo lepkie - możecie dosypać trochę więcej mąki, ale nie przesadźcie. Ono ma do siebie to, że się klei.
Ciasto chowamy na chwilę do lodówki i zajmujemy się przygotowaniem jabłek. Należy je wydrążyć, obrać ze skórki, umyć, pokroić na osiem części, delikatnie skropić sokiem z cytryny, by nie ciemniały. Ja na tym etapie dodaję jeszcze cynamonu i mieszam całość, żeby smaki już przeszły, ale równie dobrze można posypać każde ciasteczko z osobna cynamonem.
Wyciągamy ciasto z lodówki, dzielimy na mniejsze części i wałkujemy, dosyć obficie podsypując mąką (tutaj również trzeba uważać, aby nie było jej za dużo!). Wykrawam dosyć duże koła z ciasta (ok. 10-12 cm), na środek każdego kładę jedną cząstkę jabłka i zlepiam jak pierogi. Gotowe ciasteczka układamy na blasze wysmarowanej masłem i do piekarnika nagrzanego do 170ºC na 10-15 minut (aż wyraźnie się zrumienią). Nie przejmujcie się, jeśli podczas pieczenia się pootwierają - taki ich urok!
Gotowe!





P.S. Moja mama średnio raz na miesiąc przypomina sobie o tych ciastkach i męczy mnie, żebym je zrobiła. Ostatnio wzięła kilka do pracy i narobiła nimi niezłe zamieszanie :-)

30 października 2012

Magiczne hortensje

źródło zdjęcia: http://www.ogrodowisko.pl/

Hortensje to bardzo efektowne krzewy, których piękne kwiatostany królują na letnich rabatach. W okresie jesiennym i zimowym zasuszone, zielone kule, znajdujące się w wazonie na stole, przypominają mi o lecie. To jedne z moich ulubionych roślin.

Naukowo: rodzaj hortensja (Hydrangea L.), to rodzaj niewysokich krzewów z rodziny hortensjowatych. W Polsce znamy kilka gatunków tej rośliny - bukietowa, ogrodowa, pnąca i, najbardziej popularna, krzewiasta. Każdy z gatunków występuje w kilku odmianach, które różnią się kolorem, kształtem, pokrojem. Kwiat właściwy jest niepozorny, ukryty między dużymi, kolorowymi działkami kielicha, które są najbardziej ozdobną częścią rośliny. U niektórych gatunków można wyróżnić dwa rodzaje kwiatów - płonne, duże, znajdujące się na obrzeżach kwiatostanu pełniące rolę powabni oraz płodne - małe, w środku, odpowiadające za produkcję nasion. 
Hortensje pochodzą z Japonii, zostały przywiezione do Europy około XVII w. Swą nazwę zawdzięczają Phlilibertowi Commeron, który zauroczony pięknem rośliny nazwał ją Hortensia na cześć swojej ukochanej - Hortensji Barret.


źródło zdjęć: http://www.ogrodowisko.pl/


W przypadku większości gatunków kwiatostany hortensji mają biały kolor. U nas często spotykane są hortensje niebieskie, fioletowe, różowe, bordowe. W przypadku niektórych odmian kolor kwiatów zależy od pH gleby na której rosną - w przypadku gleb zasadowych (pH powyżej 6) kwiaty są różowe, jeśli gleba ma odczyn kwaśny (pH poniżej 6) kwiaty są niebieskie.

Hortensje są obecnie wykorzystywane we wszystkich typach wiązanek - od ślubnych, poprzez okolicznościowe - imieninowe, urodzinowe, aż do dekoracyjnych, ozdabiających wnętrza. Można je łatwo zasuszyć - obcinamy kwiatostany, usuwamy zbędne liście, koniec łodygi przycinamy pod kątem 45º i wstawiamy do wysokiego wazonu z małą ilością wody, której już nie uzupełniamy! Roślina będzie stopniowo pobierać wodę, po czym ładnie się zasuszy. Dostępne są również inne sposoby suszenia jednak ten jest, moim zdaniem, najlepszy.

Więcej o hortensjach można przeczytać na stronie: http://www.biol.uni.wroc.pl/obuwr/roslinaroku/hortensja/strony/glowna.html
Polecam!


Oczywiście i ja wykonałam małą kompozycję z hortensją w roli głównej. Do jej wykonania użyłam wcześniej zasuszonych kwiatostanów hortensji krzewiastej, które u mnie, na jesień, przebarwiają się z koloru różowego na zielony. Dodatkiem do kompozycji jest zasuszony krwawnik, rozchodnik oraz drobne gałązki z owocami ligustru. Koszyczek dodatkowo opleciony jest pędami miniaturowego bluszczu. Kompozycja jest niewielka (20 cm średnicy), nieco nostalgiczna, spokojna ale równocześnie urocza.







P.S. Chciałam jeszcze wspomnieć o niesamowitej biżuterii autorstwa Patrick'a Irla (USA). Wykorzystuje w niej moje ulubione motywy roślinne. Główną inspiracją są właśnie hortensje! Jego rzeczy są przepiękne, chciałabym mieć je wszystkie! Poniżej dwa dzieła, które najbardziej mi się spodobały i tak sobie myślę, że byłyby idealną biżuterią na mój ślub... :)